Informacje

  • Wszystkie kilometry: 234723.00 km
  • Km w terenie: 290.00 km (0.12%)
  • Czas na rowerze: brak danych.
  • Prędkość średnia: brak danych.
  • Suma w górę: 3535 m
  • Więcej informacji.
baton rowerowy bikestats.pl

Moje rowery

Szukaj

Znajomi

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy jotwu.bikestats.pl

Archiwum

Linki

Wpisy archiwalne w kategorii

Niemcy

Dystans całkowity:54966.40 km (w terenie 50.00 km; 0.09%)
Czas w ruchu:b.d.
Średnia prędkość:b.d.
Maksymalna prędkość:42.40 km/h
Suma podjazdów:1979 m
Suma kalorii:895823 kcal
Liczba aktywności:858
Średnio na aktywność:64.06 km
Więcej statystyk
Sobota, 19 listopada 2011 Kategoria Niemcy

Szlak bielika - wreszcie i ja tam byłem.

Przez Gumieńce, Rondo Hakena, Kurów, Siadlo Górne, Kołbaskowo dotarłem do miejscowości Moczyły, gdzie zaczyna się szeroko już opisany przez bikerów "Szlak bielika". Oczywiście przejechałem ten szlak z dużą przyjemnością, bo jest dobrze oznakowany, no i bardzo urozmaicony co do widoków, jak i nawierzchni trasy. Żałowałem tylko, że duże zachmurzenie oraz lekka mgiełka pozbawiły mnie możliwości oglądania rozległych terenów nadodrzańskich, co mogło być tym łatwiejsze że spora część szlaku prowadzi wzgórzami. Szlakiem dojechałem do granicy skąd przez Neurochlitz, Rosow, Nadrensee dotarłem do Ladenthin (miejscowość na granicy)skąd mialem do domu już tylko 16 km. Oczywiście przez Warnik, Będargowo, Stobno, Mierzyn itd.

Po minięciu Auchan droga w kierunku Kurowa.

W oddali rozlewiska Odry - szkoda, że było mglisto a słońce pokazało się tylko na minutę.

Tu jeszcze jeden widok na Odrę.

To tradycyjne zdjęcie, które wiele razy oglądałem w relacjach bikerów płci obojga.


Różne nawierzchnie szlaku bielika.

Szlak jest nienagannie oznakowany.

I tak dojechałem do samej granicy.
  • DST 61.00km
  • VMAX 33.90km/h
  • Temperatura 5.0°C
  • Kalorie 615kcal
  • Sprzęt Wheeler 3700 LT Trekking
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 11 listopada 2011 Kategoria Niemcy

Powrót pod lodowaty wiatr.

Niestety dziś było już wyraźnie chłodniej niż we wcześniejsze dni. Przez Bezrzecze, Redlicę, Dołuje dojechałem do granicy w Lubieszynie a tuż za nią spotkałem znajomego Roberta, który dotąd mieszkał w Löcknitz i właśnie przeniósł się do Gellin. Było mi po drodze, więc dałem się zaprosić na oględziny nowego lokum Roberta, które aktualnie jest w stanie wymagającym dużego nakładu prac ale prezentuje się obiecująco.
Z Löcknitz wracałem przez Boock, Blankensee, Buk, Dobrą, Wołczkowo, Głębokie i lasem do domu. W drodze powrotnej jednak dość mocno przeszkadzał "twarzowy" a do tego lodowaty wiatr. Od pewnego czasu od drogi Buk - Dobra odchodzi wąska droga asfaltowa, postawiłem sprawdzić dokąd prowadzi. Ku memu zaskoczeniu jest to odcinek o długości 2 km i dochodzi do miejscowości Łęgi, polecam tę trasę jako np dojazd do Stolca. Układ drzew na tej trasie wskazuje na to, że przed wojną była tam zapewne regularna droga, bądź też może kolejka wąskotorowa ?

Tuż za graniczną miejscowością Linken.

Widoczek z okolic miejscowości Boock.

Kościół w Blankensee.

To jest droga Buk - Dobra a tuż przed drzewami od niedawna jest asfaltowa alejka do miejscowości Łęgi.
  • DST 61.00km
  • VMAX 32.50km/h
  • Temperatura 5.0°C
  • Kalorie 615kcal
  • Sprzęt Wheeler 3700 LT Trekking
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 9 listopada 2011 Kategoria Niemcy

Zgubił mnie przesadny optymizm.

Poranek był nie tylko chłodny ale na domiar złego mocno mglisty, mimo to wsiadłem na rower z myślą, by odwiedzić Niemcy. Lasem dojechałem do Głębokiego skąd przez Dobrą i Buk dotarłem do przejścia granicznego. Postanowiłem dopiero w Rothenklempenow podjąć decyzję czy jechać do Löcknitz, czy też może do Pasewalku. Chwilami miałem wrażenie, że mgła staje się coraz mniejsza, a przez nią niekiedy widać było słońce zatem przez Blankensee, Mewegen dojechałem do Rothenklempenow, gdzie widząc strzałkę do Pasewalku z liczbą 16 km tam właśnie się skierowałem. Mgła gęstniała więc bardzo ryzykownie, prawie po omacku mijałem kolejno Dorothenwalde, Koblentz, Krugsdorf by w końcu dojechać do Pasewalku, dopiero drugi raz w tym roku. Niestety cały czas była gęsta mgła, więc trudno mówić o zwiedzaniu miasta zwłaszcza, że z reguły mam tendencję gubienia się w terenie. Postanowiłem wracać najprostszą drogą czyli poprzez Löcknitz, jednak po minięciu miejscowości Zerrenthin zdecydowałem się skręcić na Krugsdorf, bo ruch na szosie był bardzo duży a mgła gęsta, jazda była coraz bardziej niebezpieczna. Minąłem Kobblenz i w końcu pogubiłem się, bo zamiast w Mewegen znalazłem się w Marienthal, skąd dojechałem na drogę, którą znam czyli trasę do Grünhof skąd przez Pampow jest już ca 9 km do granicy za Blankensee. Przez Buk, Dobrą, Wołczkowo już po ciemku objechałem jezioro Głębokie, by lasem dotrzeć do domu. W Lasku Arkońskim i na trasie do parku Kasprowicza elegancko paliły się lampy, co widziałem po raz pierwszy. Po tej "nocnej" końcówce (w domu byłem o 18:00) jestem jeszcze bardziej pełen uznania wobec koleżanek, które tak chętnie wyjeżdżają z domu w nocy - to nie dla mnie, bo jestem skowronkiem a nie sową z charakteru.



To zdjęcia z niemieckiego pastwiska, w tle widać mgłę, no ale przede wszystkim warto popatrzeć na ciekawskie krówki. Ta na ostatnim zdjęciu, z elegancką fryzurą pokazała mi nawet jęzor.
  • DST 101.00km
  • VMAX 25.50km/h
  • Temperatura 7.0°C
  • Kalorie 912kcal
  • Sprzęt Wheeler 3700 LT Trekking
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 1 listopada 2011 Kategoria Niemcy

Słoneczny dzień Wszystkich Świętych.

Jako że nie znoszę jarmarcznego zgiełku jaki zwykle u nas towarzyszy dniu Wszystkich Świętych, więc tuż przed ósmą odwiedziłem groby rodzinne, by potem ruszyć na trasę. Kolejno przejechałem przez Rondo Hakena, Warzymice, Karwowo, Smolęcin, Kołbaskowo, Rosow, Nadrensee, Krackow,Glasow, Retzin, Löcknitz. W tej ostatniej miejscowości wychodziło ze szkoły sporo młodzieży, w tym grupki naszych rodaków i aż przykro było słuchać ich głośnej, bardzo kwiecistej mowy. Kręcąc się po świetnych drogach niemieckich zastanawiałem się dlaczego tak często widać tam piękne jabłonie obsypane owocami, podobnie jest z gruszami - doszedłem do wniosku, że jest to spowodowane faktem, że mogą być skażone spalinami samochodów. Osobiście nie korzystam z tych darów natury zwłaszcza, że jest to własność samorządowa. Tak mnie pouczono w czasach NRD, gdy zrywaliśmy z kolegą czereśnie. Z Löcknitz wróciłem do domu przez Boock, Blankensee, Buk, Wołczkowo, Głębokie.


Tak pięknie prezentują się niemieckie drogi w pobliżu granicy - do tego ruch na nich jest znikomy, można więc oddychać pełną piersią.

W zbliżeniu fragment wiatraka prądotwórczego.

Skrzyżowanie dróg i drogowskazy, może komuś się to przyda ?

Póki jesień tak pięknie nas rozpieszcza to i ja dodam tu zdjęcie jednego z jezior z trasy, podobnie jak wielu innych bikerów obojga płci ze Szczecina.

Po drodze mijałem takie sterty cukrowych buraków, nawet zasiadłem z roweru by sprawdzić czy to faktycznie sa buraki, bo wyglądają jak kamienie.


To jest ten dom w Rietz, gdzie od roku wisi propozycja wynajęcia mieszkania - widać trudno o chętnych, chociaż obiekt prezentuje się nieźle.

Memento mori - widać i u sąsiadów pojawiają się w miejscach tragedii takie ślady.

Nie mogłem się oprzeć, by nie utrwalić tego fragmentu dzisiejszej wycieczki, bo za parę dni krajobraz nie będzie już tak uroczy.
  • DST 80.00km
  • VMAX 33.90km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Kalorie 750kcal
  • Sprzęt Wheeler 3700 LT Trekking
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 30 października 2011 Kategoria Niemcy

Piękna jesień trwa.

Po uzupełniających porządkach na cmentarzu pojechałem przez Rondo Hakena, Warzymice, Będargowo do granicznej miejscowości Warnik, by stamtąd przejechać przez Ladenthin, Schwennenz do granicy w Lubieszynie. Po porannych chmurach i przymgleniach pokazało się słońce i to był kolejny dzień złotej polskiej jesieni. Od granicy moja trasa to Dołuje, Redlica (cały czas jest zakaz wjazdu ale nie widać żadnych robót drogowych), Bezrzecze, Osiedle Zawadzkiego, Las Arkoński - dom.

W pobliżu granicy - w oddali miejscowość Warnik. Jeszcze była lekka mgła.


Dwa różne obiekty gospodarcze w Ladenthin z flagami narodowymi, nie koniecznie z należytym dla nich szacunkiem.

Jak widać na zdjęciu droga Ladenthin - Schwennenz gotowa, asfalt nienaganny.

Jeszcze trochę kolorów jesieni ku pamięci.

Jeszcze jednak fotka spod Schwennenz.

I na koniec widoczek z alejki pod lasem, na skraju parku Kasprowicza.
  • DST 43.00km
  • VMAX 32.40km/h
  • Temperatura 13.0°C
  • Kalorie 315kcal
  • Sprzęt Wheeler 3700 LT Trekking
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 27 października 2011 Kategoria Niemcy

Po mglistym i chmurnym poranku.

Istotnie tak było, że poranek był mglisty i chmurny ale było ciepło. Pojechałem przez Tanowo do Dobieszczyna - po drodze zastanawiałem się po co były protesty ekologów, by nie otwierać tego przejścia granicznego, bo to jakoby miało negatywnie wpływać na rezerwat przyrody Świdwie - na trasie od Tanowa do granicy minął mnie 1 (słownie jeden) samochód. Chyba zbytnio nie zatruł środowiska ? to pytanie retoryczne ale dodam, że generalnie rzecz biorąc z reguły jestem po stronie ekologów i rozumiem ich racje. Po przekroczeniu granicy pojechałem przez Glashütte, Grünhof', Pampow do Blankensee, przekroczyłem tu granicę (od Dobieszczyna było to ca 22 km) i do domu wróciłem przez Dobrą, Wołczkowo, Bezrzecze. Jako ciekawostkę dodam, że tuż za granicą, po niemieckiej stronie stał wóz ich policji ale obeszło się bez sprawdzania dokumentów.

W tym miejscu (słupek 19.1) zaczyna się prosta o długości 3600 metrów, co powoduje, że nie lubię tej trasy.

Zapewne każda osoba ze Szczecina, która tu zaglądnie poznaje to miejsce - granica półtora kilometra za Dobieszczynem - przejście czynne od grudnia 2007 r.

Tablica informacyjna o charakterze historycznym w Glashütte .

Konie z Glashütte.

Jesienny widok na kościół w Wołczkowie.
Niedziela, 23 października 2011 Kategoria Niemcy

Z wiatrem do Löcknitz.

Rzadko się zdarza w Szczecinie ten kierunek wiatru, że pomaga rowerzystom na trasie do Löcknitz a tak dziś rano było. Wcześniej jednak pojechałem przez Osiedle Zawadzkiego do ulicy Górnej na Bezrzeczu, skąd (mimo zakazu wjazdu) przez Redlicę do Lubieszyna i dalej do Löcknitz. Bezchmurne niebo, lekka mgiełka na horyzoncie, dość niska temperatura i ten korzystny wiatr sprawił, że jechało się sympatycznie. W Löcknitz pod sklepem Netto spotkałem znajomego, który tam mieszka i od niego dowiedziałem się, że w miejscowym bankomacie (zawsze czynnym) należy kartę bankową wkładać w szczelinę czarnym paskiem do góry ! Dalsza trasa to Rothenklempenow, Mewegen, Blankensee, Buk, Dobra, Wołczkowo, Bezrzecze skąd już tylko 5 km do domu. W drodze powrotnej powoli na niebie zaczęły pojawiać się chmury, zaś po stronie niemieckiej widziałem po raz pierwszy tej jesieni mnóstwo gawronów.

Tak wręcz przesadnie kolorowo wyglądała Aleja Wojska Polskiego o poranku, tuż za wiaduktem kolejowym.

Zdjęcie wykonane tuż za miejscowością Bismark .

Krajobraz po stronie niemieckiej, pod Rothenklempenow (chyba dobrze napisałem tę nazwę).
Sobota, 15 października 2011 Kategoria Niemcy

Było miło.

Gumieńce - Rondo Hakena - Warzymice - Będargowo - Warnik - Ladenthin - Schwennenz - Grambow - Sonnenberg - Ramin - Löcknitz - Bismark - Lubieszyn - Dołuje - Mierzyn - Gumieńce - dom.
Co prawda jeszcze wczoraj miałem ochotę sprawdzić trasę do Mescherin śladami Tuni ale skoro roboty trwają, to szkoda tułać się po wertepach. Dojechałem do Będargowa i tu skręciłem szosą pod Warnik. Droga jest już praktycznie gotowa aczkolwiek nadal jest zakaz wjazdu. Za Warnikiem minęła mnie grupa polskich bikerów wracających z Niemiec. Z przyjemnością odwzajemniłem im miłe gesty powitania. Z dużą dozą przyjemności pojeździłem po niemieckich drogach, praktycznie bez aut. Droga z Ladenthin do Schwennenz jest gotowa, lecz i tu jest zakaz wjazdu. Bez wiatru, słonecznie i ciepło, wiec tak się "rozjechałem" że dotarłem do Löcknitz , gdzie znowu wpadłem do Rewe na drobne zakupy. Powrót do domu był jeszcze milszy, bo pomagał mi lekki wiatr w plecy.

Widok na Stobno z drogi do Warnika (opcja zdjęcia pop art).

Panorama Szczecina zza miejscowości Będargowo.

Droga Warnik - Będargowo po remoncie.

Wiatraki na horyzoncie, więc to już Niemcy.

Grambow w pop art.

Grambow z oddali.
Niedziela, 9 października 2011 Kategoria Niemcy

Pogoda lepsza, niż prognozy.

Trasa mojej wycieczki : Bezrzecze - Redlica - Dołuje - Lubieszyn - Bismark - Löcknitz - Rothenklempenow - Mewegen - Pampow - Blankensee - Buk - Dobra - Głębokie - dom.
Z samego rana wziąłem udział w wyborach i ze spokojną głową pojechałem do Löcknitz - wbrew pesymistycznym prognozom obeszło się bez deszczu a i wiatr nie był uciążliwy.

Bezrzecze widziane spod Redlicy.

Jesienne drzewo przy szosie do granicy.

W oddali pastwisko w pobliżu Löcknitz .

W oddali miejscowość Plöwen.

Centrum miejscowości Löcknitz.

Droga w kierunku Rothenklempenow.

Mój ulubiony widok.

Zdjęcie z 9 października a tak wiosenne.

Na koniec prozaiczny gołębnik z Dobrej.
Piątek, 30 września 2011 Kategoria Niemcy

Z mego domu do Altwarp 55 km.

Nawet się dziwię sobie samemu, że dotąd nie byłem ani razu w Altwarp, no ale wreszcie tam pojechałem. Na trasie do Dobieszczyna widziałem mnóstwo aut na skraju lasu - to zbieracze grzybów, lecz tego roku grzyby jednak nie obrodziły. Wiele aut widać także w lasach niemieckich, oczywiście ze szczecińską rejestracją - wiadra jednak pełne co najwyżej do połowy.Z Dobieszczyna pojechałem przez Hintersee a dalej koszmarną drogą do Ludwigshof a potem kolejno Ahlbeck, Luckow, Vogelsang by wreszcie dotrzeć do sympatycznej miejscowości Altwarp. Szkoda, że stamtąd nie ma promowego połączenia nie w celach handlowych, lecz turystycznych do Nowego Warpna. Powrót nieco zmodyfikowałem, bo tym razem miałem ze sobą stosowną mapę, stąd też tuż za Luckow skręciłem leśną drogą, która potem przemieniła się w klasyczną ścieżkę rowerową a w końcu turystyczny szlak z czerwoną kropką. Znalazłem się w okolicach Jeziora Nowowarpieńskiego, a następnie w Rieth. Tym razem byłem bez euro więc nie mogłem skorzystać z paru miejsc z napojami itp. Z Rieth szlakiem z kropką do Hintersee a potem Dobieszczyn, Tanowo itd.

W oddali poranne ognisko nad Goplaną.


W okolicach Luckow jest podwójnie ogrodzona łąka a na niej kilka strusi.

W drodze do Altwarp - aleja młodych lip.

Przystań w Altwarp.

Lokal gastronomiczny przy przystani w Altwarp.

Widok na Zalew ze wzgórza obserwacyjnego w Altwarp.

Mewa na maszcie przystani w Altwarp.

Wieżyczka widokowa nad Jeziorem Nowowarpieńskim, niektórzy z moich wirtualnych znajomych bikerów wykonywali tu sobie zdjęcia. Proszę zwrócić uwagę na bezchmurne niebo. Tak było cały dzień a do tego ciepło.

Z wieżyczki widokowej tak prezentuje się Nowe Warpno.

Blogi rowerowe na www.bikestats.pl